Europejska Trasa 2019 „Trasą Lepszych Koncertów” 

Europejska Trasa 2019 (28 sierpień - 7 październik) 

Od Kasey’go: 

Cześć, tutaj Twój najlepszy przyjaciel z Ameryki, Kasey Williams! W 2019 roku odbyła się piąta trasa koncertowa z moim dobrym przyjacielem, Dudleyem Taftem. Graliśmy zarówno w nowych jak i starych miejscach, poznaliśmy nowych przyjaciół i zobaczyliśmy znajome twarze. Wydaje się, że każda kolejna trasa jest coraz lepsza! Podczas tej podróży mieliśmy kilka calkiem ciekawych przygód. Pomiędzy koncertami: wydaliśmy nasz najnowszy album, wkręciliśmy się na wesele, jechaliśmy windą samochodową, spędziliśmy wolny czas w Dreźnie w Niemczech, powygłupialiśmy się z naszym kumplem Wojciechem w Krakowie w Polsce, wbiliśmy się na przyjęcie urodzinowe, wydaliśmy nowy teledysk, rozbiliśmy okulary na receptę, zobaczyliśmy Mur Berliński, graliśmy na żywo w audycji radiowej z transmisją video, poszliśmy do Rijksmuseum i huśtaliśmy się na „Sensational Swing” na krawędzi dachu A`DAM Toren w Amsterdamie, zepsuliśmy auto na autostradzie tylko po to, by zdążyć na nasz ostatni gig! Mógłbym opowiedzieć dużo więcej, ale moja umowa poufności nie pozwala mi mówić dalej ... Do następnej przygody! Kasey 

Kasey nazwał tę trasę „Trasą Lepszych Hoteli”. Przypuszczam, że miał rację! Trzeba przyznać, że do tej pory nie zawsze mieliśmy własne pokoje. Podczas pierwszej trasy, John Kessler i ja dzieliliśmy pokój hotelowy. Na kolejnych trasach dostawaliśmy kilka, ale czasami było nas czterech. 

Ja natomiast, nazwałem tę trasę „Trasą Lepszych Koncertów”. Graliśmy z większą publicznością, zarabialiśmy więcej euro, a poza kilkoma nocami w rezydencji Lammers, gdzie Kasey dzielił pokój z naszym perkusistą, każdy miał swój własny pokój. To sprawiło, że wszystko było o wiele wygodniejsze podczas naszych pięciu i pół tygodnia w Europie! 

Wygląda na to, że na każdej trasie mamy innego perkusistę. Takie przynajmniej były cztery ostatnie trasy. Carl Martin, następnie Darrin Watkins, potem Marty McCloskey, a teraz Darby Todd. Planowaliśmy zabrać Marty'ego na tę wycieczkę, ale w ostatniej chwili poprosił nas o znalezienie zastępcy. No i wtopa. Zostało około siedmiu tygodni do trasy, więc musiałem się naprawdę postarać. Skontaktowałem się z Walfredo Reyesem Jr., który niedawno przeprowadził się do Cincinnati i grał w większości utworów do najnowszego albumu Simple Life. Miał dojścia do szerokiej społeczności perkusistów i poprzez przyjaciela znalazł Darby'ego. Na szczęście Darby był między trasami koncertowymi i miał tylko kilka gigów zaplanowanych na wrzesień. I tak stał się naszym człowiekiem. 

Darby odrobił pracę domową i przygotował się do wszystkich piosenek, więc próba była pestką. Poza tym, gra na perkusji odkąd skończył sześć lat, więc przychodzi mu to naturalnie. Od teraz więc, jak lubię to nazywać, “gotowaliśmy na maśle”. 

Od lewej: Darby Todd, Dudley Taft, Kasey Williams 

Dwa dni próby wystarczyły, aby zapewnić nam poczucie komfortu na naszym pierwszym koncercie w Eschweiler w Niemczech. Gig był we wtorek, więc z publiką mogło być na chybił trafił, ale w Rio zjawił się całkiem spory tłum i pierwszy koncert wypadł świetnie. Nasz francuski kumpel Manu Lanvin miał tam zagrać w grudniu - zobaczymy go później w Polsce. Darby grał z Carlem Verheyenem i zabawnie było widzieć perkusję z podpisem Walfredo Reyesa Jr., ponieważ grał on na naszym nowym albumie Simple Life! Hahaha. Jaki mały jest ten świat. 

Rio w Eschweiler, Niemcy - z organizatorami, podpisem Alfredo i Manu Lanvinem 

Anko Lammers (mój wspaniały przyjaciel z Holandii) zrobił nam w prezencie banner reklamowy, więc prezentowaliśmy się naprawdę profesjonalnie! Niemcy zwykle kupują najwięcej płyt CD i koszulek, a tym razem mieliśmy dodatkowo jeszcze dwa nasze albumy na winylu. (W zeszłym roku w Stanach sprzedaliśmy więcej płyt winylowych niż CD, co zdarzyło się po raz pierwszy od końca lat 80tych.) Mamy też całkiem spory arsenał - sześć płyt CD, trzy różne projekty koszulek w rozmiarach damskich i męskich oraz dwie płyty winylowe. 

Profesjonalny baner reklamowy! 

Nie mogłem się doczekać następnego koncertu w Kolonii, ponieważ Ralf i Kristin Reichen mieli się tam pojawić wraz z córką Tariką i jej chłopakiem Nico. Jeśli czytasz na bieżąco wpisy z tras, pamiętasz, że Ralf i Kristin używają wzmacniaczy Tonehunter i efektów pedalboard. Pożyczali mi sprzęt, pomagali w ustawieniu pedalboard i stali się naszymi bardzo dobrymi przyjaciółmi! W koncercie wziął również udział mój przyjaciel Vincent Abbate, którego poznałem podczas Talking Blues w teatrze Urania w Kolonii w czasie ostatniej trasy koncertowej. Pisze dla magazynu Rocks i miał przygotować recenzję występu. (Na szczęście lubi moje kawałki!) Ponadto był tam również mój publicysta i agent, Dirk Osterhaus. Graliśmy dobrze, a Darby oszalał na punkcie zestawu z wypełnieniami do karabinu maszynowego oraz gustowną bronią z podwójnym spustem. Tarika i Nico obsadzili stoisko handlowe. Wszystko to sprawiło, że występ był świetny.  

Mieliśmy wolny dzień w środę i spędziliśmy dwie noce w przyzwoitym hotelu w centrum Kolonii. Kasey’mu się to podobało. 

Od lewej: Darby Todd, Dudley Taft, Vincent Abbate, Kasey Williams 

Przeprowadziłem wywiad z Vincentem Abbate w Kolonii, który również prowadzi bloga o nazwie Who Is Blues? Możesz przeczytać część 1 mojego wywiadu TUTAJ: 

https://www.whoisblues.com/2019/09/13/wib-interview-dudley-taft/ 

Oraz część 2 TUTAJ: 

https://www.whoisblues.com/2019/10/31/wib-interview-dudley-taft-pt-2/ 

W piątek mieliśmy krótką przejażdżkę do Wetter, aby ponownie zagrać w Earth Music Hall, gdzie co roku odbywa się seria koncertów z przyjemnym gronem subskrybentów. Tłum na tym koncercie był znacznie większy niż naszym ostatnim razem i był to jeden z moich ulubionych występów na trasie. Dirk znów był obecny, a jego przyjaciółka Christiane prowadziła stoisko promocyjne. Sprzedaliśmy sporo zapasów i bardzo dobrze się spisaliśmy! To naprawdę robi wielką różnicę, gdy ktoś dla nas sprzedaje; trudno jest ukończyć pierwszy set i pobiec z powrotem, zabrać pieniądze, podpisać wszystkie przedmioty i zrobić zdjęcia ze wszystkimi. Pewnego dnia będziemy mieli od tego nasze własne wsparcie! 

Rocking Earth Music Hall w Wetter, Niemcy 

Następnie udaliśmy się do Wegbergby, aby  ponownie zagrać w Zur Alten Post. To mały bar z ładną kameralną sceną i zazwyczaj świetną publiką. Ta noc nie była wyjątkiem. Mieszkaliśmy w Burg Wegburg, który jest hotelem oraz lokalem, w którym organizowane są różnego rodzaju wydarzenia. Do miejsca koncertu było pięć minut spacerem, co było to bardzo wygodne! Po ustawnieniach i sprawdzeniu dźwięku zjedliśmy obiad, a potem zerknąłem na salę, aby zobaczyć, jak zbiera się publika. Wyglądało to dość cienko jak na sobotnią noc, więc byłem trochę zawiedziony, kiedy poszedłem do furgonetki, aby wykonać rutynowe rozgrzewki wokalne. Po około piętnastu minutach wróciłem na miejsce i zdziwiłem się, że jest całkowicie pełne! Wyglądało to na magiczną sztuczkę, ale okazało się, że niedaleko odbywała się impreza z okazji 50tych urodzin, która wyszła trochę spod kontroli, więc miejscowa policja kazała wszystkim wyjść. Naturalnie zeszli ulicą do Post. Było też całkiem sporo fanów z zeszłego roku, a jeden koleś miał na sobie bluzę z całą masą naszych naklejek z czaszkami! Hahaha, był naszym najbardziej rozśpiewanym fanem tej nocy. 

Nasz pierwszy set został trochę skrócony z powodu zepsutego werbla, ale to nie był problem - zagraliśmy siedemdziesięciominutowy drugi set i wszystko było w porządku. Cóż, tak przynajmniej myślałem! Najwyraźniej niektórzy uczestnicy przyjęcia urodzinowego naprawdę się upili i wybuchła bójka - ludzie rozbijali sobie szklanki na głowach. To była brzydka scena przed barem, ponownie zjawiła się policja i aresztowała grupę wściekłych facetów. Spakowaliśmy się trochę szybciej niż zwykle, dostaliśmy zapłatę i poszliśmy z powrotem do hotelu. Na tym etapie uznaliśmy, że przydałoby się piwo lub dwa, ale bar był zamknięty z powodu przyjęcia weselnego. Nasza trójka nieśmiało spytała kogoś z wesela, czy możemy dostać piwo, a w ciągu około trzech minut ojciec pana młodego przedstawił nas swojemu synowi i pannie młodej, a piwo lało się samo. Z pewnością wyróżnialiśmy się w naszych rockowych ubraniach, ale wydawało się, że nas lubią, a nawet zrobili nam zdjęcie, wydrukowali je i wkleili do albumu ślubnego. Co za dziwna noc! 

Ja i państwo młodzi w Wegberg 

Tak, zrobili nam zdjęcie i umieścili je w ślubnym albumie! 

Następnego dnia pojechaliśmy do Rotterdamu, aby zagrać w Bluesclub L’Espirit. To był mój trzeci raz, kiedy tam grałem. Ostatnim razem, kiedy zmarła moja matka. W pewnym sensie nabrało to dla mnie emocjonalnego znaczenia i dużo myślałem o niej podczas tego występu. Było pełno ludzi i cieszyłem się, widząc moje zdjęcie na okładce programu sezonowego. Daliśmy czadu i świetnie się bawiliśmy. Mieszkaliśmy w hotelu Van der Valk w pobliskim Ridderkerk, który należy do ładnej i niedrogiej sieci hotelowej w Holandii, która ma świetne restauracje. Kasey’mu się to podobało. 

Lepsze hotele, jak zaświadczy Kasey, mają świetne śniadania z szefem kuchni gotowym zrobić dla Ciebie omlet lub jajecznicę z czymkolwiek zechcesz. Zwykle pojawiamy się piętnaście minut przed końcem śniadania, a w ciągu dnia zjadamy całkiem porządną kanapkę na stacji benzynowej, a czasem posiłek w lokalu lub jego pobliżu. Tak naprawdę to średnio jemy dwa posiłki dziennie. To, i ćwiczenia w postaci śpiewania 25ciu piosenek na noc sprawia, że tracę trochę na wadze. Tym razem schudłem około 2.5 kilograma, czyli około sześciu funtów. Dla mnie to dużo! Zwykle waże 162 funty, ale spadłem do 156. Lubię to, bo widzę swoje mięśnie brzucha! Hahahaha… Ale tak naprawdę ludzie, to dużo pracy! 

Następnego ranka obudziłem się wcześnie, by zabrać Darby'ego na dworzec kolejowy, aby mógł polecieć do Londynu z lotniska Schipol w Amsterdamie. Mieliśmy kilka dni wolnego z rzędu, czyli wystarczająco dużo czasu na podróż do Polski, a Derby mógł wrócić do domu do swojej nowo poślubionej żony. 

Kasey i Helga z kolekcją whisky z tej nocy 

Kasey i ja wróciliśmy do Castle Lammers, żeby zabrać świeże ubrania i uzupełnić zapasy z naszymi gadżetami i płytami. Spędziliśmy miły wieczór z gospodarzami i następnego ranka wyjechaliśmy w długą podróż do Drezna, który był przyjemnym przystankiem między Vriezenveen, a Krakowem. Lubię jechać nie dłużej niż sześć lub siedem godzin, przybyć do hotelu około 17 lub 18, zjeść smaczny obiad i pospacerować trochę po mieście. Pogoda była do tej pory niesamowita - od 70 do 75 stopni i bezchmurnie (około 21 - 23 stopni Celsjusza). Tak właśnie było, kiedy wjechaliśmy do Drezna, a na niebie latało około dwudziestu balonów na ogrzane powietrze! Nasz hotel znajdował się po drugiej stronie rzeki od centrum miasta, więc przeszliśmy przez most, aby zjeść smaczny sznycel w restauracji z widokiem na rzekę. (Cóż, Kasey jest wegetarianinem, więc nie wiem, co on do diabła zjadł). 

Drezno, Niemcy o zmierzchu 

Jeśli czytasz ten blog, to wiesz, że uwielbiam grać w Polsce. Byłem prawie w całym kraju, ale nigdy nie odwiedziłem jednego z najfajniejszych polskich miast, Krakowa. Mogliśmy zostać z Anko i Helgą jeszcze jeden dzień, ale pomyślałem, że fajnie byłoby go zwiedzić. Z jakiegoś powodu sieci hoteli, które często odwiedzam, zostały już zarezerwowane na środę, więc przeszukałem Internet i znalazłem mały dziwaczny hotel o nazwie Hotel Rubinstein znajdujący się  w żydowskiej części miasta zwanej Kazimierz. Hotel został nazwany na cześć Heleny Rubinstein, znanej w Polsce bizneswoman działającej w branży kosmetycznej. W hotelu pozostały tylko dwa pokoje, w tym duży apartament na najwyższym piętrze, co bardzo mi się podobało. Kasey’mu również przypadło to do gustu. 

W drodze do Krakowa

W krakowie mieszka nasz dobry przyjaciel Wojciech, którego poznaliśmy podczas poprzedniej trasy i który bardzo chciał oprowadzić nas po mieście. Wojciech to perkusista zespołu Evening Standard, zespołu, z którym dzieliliśmy scenę w Bochni. Uratował nas podczas poprzedniej trasy, kiedy nasz perkusista Carl omyłkowo wlał benzynę do naszej furgonetki na diesel. Uwielbia samochody i ma piękne Camaro, którym jeździ jak maniak, więc od razu wiedział, co jest nie tak z furgonetką. W mgnieniu oka doprowadził nasz pojazd do ładu. W każdym razie, był naszym przewodnikiem wraz ze swoją dziewczyną Marią. Wojtek oprowadził nas po okolicy i zabrał na niesamowitą kolację dla smakoszy w pobliżu naszego hotelu. 

Wojciech i Hotel Rubenstein w Krakowie 

Bardzo dobrze zna historię Polski, więc chętnie i z dumą nas kształcił! Po obiedzie poszliśmy do jego mieszkania, które było dość oszałamiające. Było to najbardziej absorbujące miejsce, jakie kiedykolwiek widziałem. Każda przestrzeń na ścianie pokryta jest muralami i zdjęciami z wyczynów Wojtka na motocyklach i odjazdowych samochodach na całym świecie. Jego łóżko jest zawieszone na linach (nie pytałem dlaczego ...), a jego pokój muzyczny, w którym gra na perkusji, jest od ściany do ściany wypełniony oprawionymi zdjęciami przedstawiającymi jego i muzyków, wśród których znalazło się zdjęcie z Darby’m! 

Wojciech i Darby Todd (z poprzedniej trasy) 

Następnego ranka spotkaliśmy się z nim ponownie i zwiedziliśmy zamek na Wawelu, jeden z najstarszych budynków w Krakowie i istną skarbnicę polskiej historii. Zatrudniliśmy przewodnika, który zapewnił nam trzygodzinne wyczerpujące (i nieco męczące) zwiedzanie kościoła, zamku i muzeum. Spędziliśmy z Wojtkiem i Marią resztę nocy i świetnie się bawiliśmy. Zaprzyjaźniliśmy się na dobre. 

Nasz pierwszy koncert odbył się w Nowym Sączu, a po drodze odebraliśmy Darby’iego z krakowskiego lotniska. Graliśmy już wcześniej w Atelier Jazz Club i jest to świetne miejsce w sklepie z zaopatrzeniem dla hydraulików Toma Hejana (naprawdę). Zgromadziliśmy całkiem fajny tłum i własnie ten koncert stał się ulubionym koncertem Darby'ego - scena brzmiała naprawdę przyjemnie i czuliśmy się dobrze grając ze sobą. Niektórzy ludzie w tłumie nosili koszulki Dudley Taft i znali kilka piosenek. Sprzedaliśmy sporo CD i kilka płyt winylowych. 

Atelier Jazz Club w Nowym Saçz, Polska 

Właściciel klubu jazzowego, Tom Hejan zrobił te zdjęcia i do każdego z nich dodał motyla!! 

I znowu Manu Lanvin! Hahaha 

The next day we drove to Tarnobrzeg for our third appearance at Victor Czura’s Satyr Blues Festival. This is the festival where I met Jay Jesse Johnson who lives near Cincinnati, and who plays with me in the Four Aces, and also Manu Lanvin, a French blues rocker who pretty much dominates the blues rock scene in France. We became great friends, and he was to play the following day. After an early load in and sound check, we headed to Hotel Evva for a press conference Victor had set up. At the table were most of the artists that were there to play the festival which now had become two days long. Ron “Bumblefoot” Thal of Guns ‘n’ Roses fame was there along with fellow American Anthony Gomes from St. Louis, Jacek Kieller, Doghouse Sam, etc… I realized I knew more than half of the people in the press conference attendees by name. After four tours in Poland I have amassed quite a few friends there! 

Następnego dnia pojechaliśmy do Tarnobrzegu by po raz trzeci wystąpić na festiwalu Satyrblues Victora Czury. To tam poznałem Jaya Jesse Johnsona, który mieszka niedaleko Cincinnati i który gra ze mną w Four Aces, a także Manu Lanvin, francuskiego bluesowego rockmana, który właściwie dominuje na scenie blues rocka we Francji. Naprawdę się zaprzyjaźniliśmy. Po wczesnym załadowaniu i sprawdzeniu dźwięku udaliśmy się do hotelu Evva na konferencję prasową, którą zorganizował Victor. Przy stole siedziała większość artystów, którzy grali na festiwalu, który trwał tym razem dwa dni. Sławny Ron „Bumblefoot” Thal z Guns 'n' Roses pojawił się tam wraz z amerykańskim kolegą Anthonym Gomesem z St. Louis, Jackiem Kiellerem, Doghouse Sam itd.… Zdałem sobie sprawę, że z imienia i nazwiska znam więcej niż połowę uczestników konferencji prasowej. Po czterech trasach w Polsce zgromadziłem tam kilku przyjaciół! 

Victor Czura (z mikrofonem) i mężczyźni w czapkach 

Nasz koncert był świetny - graliśmy w środku lineupu (dobre wyczucie czasu na sprzedaż) i sprzedaliśmy więcej towarów niż kiedykolwiek wcześniej na jednym koncercie. Byłem zajęty robieniem zdjęć i podpisywaniem autografów przez co najmniej 45 minut po koncercie. Pomagała mi Marika Swat, którą poznałem podczas mojej pierwszej wizyty w Polsce. Sprzedaliśmy też mnóstwo płyt LP. Były prawdziwym wrzodem na tyłku jako projekt do zrealizowania i wysłania do Europy! Ale cały ten wysiłek się opłacił. Mieliśmy również nowy projekt koszulki wykonany ze zdjęcia, które Robert Wilk zrobił mi kilka lat wcześniej na festiwalu bluesowym w Przeworsku (byłem tam główną gwiazdą). Znajomy kumpel grafik Andrzej Swat dodał fajny efekt na plecach, który pasował do koncepcji albumu Simple Life. Fajnie było przywieźć nowe koszulki, które pokazałem Robertowi i Andrzejowi! 

Urocza Marika Swat pokazująca nową koszulkę 

Podpisywanie autografów na Festiwalu Satyrblues w Polsce 

Część satyryczna festiwalu! Mam nadzieję, że tak naprawdę to wyglądam bardziej jak ten koleś po lewej! 

Na festiwalu satyra spotyka się z muzyką. Świetni polscy karykaturzyści rysują szalone portrety muzyków i innych celebrytów. Mam ich dość sporą kolekcję w domu. 

Mamy świetne audio i wideo z tego występu. Możesz zobaczyć te nagrania (na początku tego postu są dwa) TUTAJ. Przewiń w dół do listy odtwarzania NA ŻYWO. 

Świetnie się bawiliśmy oglądając resztę występów. Po koncertach odbył się wielki bankiet w hotelu Evva. Niestety, dla gitarzysty, który nie toleruje laktozy, nie było tam prawie nic co mógłym zjeść. Hahaha. 

Tej niedzieli mieliśmy popołudniowy koncert w hotelu eventowym Mansion on the Hill. To był dziwny występ - graliśmy na zewnątrz pod namiotem przymocowanym do głównego budynku, a naszymi najbardziej energicznymi fanami byli dwaj pięcioletni chłopcy, którzy tańczyli jak meksykańskie skaczące fasolki! 

Scenie w Mansion on the Hill daleko było do sceny na festiwalu Satyrblues! 

Skończyliśmy około 18:30 i pojechaliśmy z powrotem do Tarnobrzega, aby dołączyć do Manu Lanvina na finał. Wykonaliśmy razem „Blues, Booze and Rock ‘n’„Roll”, który jest jednym z jego najlepszych utworów oraz kilka coverów. Zawsze fajnie jest grać z jego zespołem - są bardzo energiczni, a Manu robi naprawdę świetne show, wskakując do tłumu co kilka piosenek. Znów było afterparty, tym razem w innym hotelu - i wszyscy świetnie się bawiliśmy, nadrabiając zaległości, opowiadając dowcipy i pijąc zmrożoną polską wódkę. 

Na festiwalu Satyrblues Manu Lanvin wskakuje w tłum i podaje mi swoją gitarę 

Ja z Manu Lanvin and the Devil Blues oraz Victorem na festiwalu Satyrblues w Polsce 

Mamy kilka świetnych filmów z naszego setu z festiwalu, ale tym muszę się z Wami podzielić - wskoczyłem na scenę pod koniec gigu Manu Lanvin and the Devil Blues (dlatego jestem na powyższym obrazku) i zagrałem z nimi kilka piosenek, w tym „Blues, Booze i Rock 'n' Roll”. Ten klip jest końcówką utworu, gdy cała sala intonuje melodię „de do do do doo”! 

Świetna zabawa na festiwalu Satyrblues z Manu Lanwin 

Organizatorzy Satyrblues Festival, Ewa i Victor Czura, użyczają mi swoich włosów podczas afterparty (i po pewnej ilości wódki) 

Mieliśmy dość długi dystans do Berlina, gdzie mieszkaliśmy w hotelu Marriott. Kasey’mu się podobało. Nie jestem pewien, co sądzić o Berlinie; tak wiele osób powiedziało mi, że jest niesamowity, ale chyba potrzebuję kogoś, kto mi go pokaże. Widzieliśmy punkt kontrolny Charliego i to, co pozostało z Muru Berlińskiego, i na pewno jest tam kilka dobrych restauracji, ale tak naprawdę to nie rozumiem zachwytu nad Berlinem. 

Kasey przy Murze Berlińskim 

Widzieliśmy trochę deszczu - pierwszy podczas naszej podróży powrotnej do Castle Lammers. Nic wielkiego. Po zrobieniu bardzo potrzebnego prania, zagraliśmy w pobliżu studyjny program radiowy. Co dziwne, ustawili tam mikrofony jak w normalnym studio nagraniowym, ale w pokoju był facet, który nagrywał film małą kamerą. Opublikował większość filmów z występu. Jaki więc był sens innej konfiguracji? Wydaje mi się, że był transmitowany na żywo, ale myślę, że obejrzało go może z 12 osób. O rany. 

 Darby odpowiada na pytania podczas audycji radiowej iBeat w Holandii 

Bluescafé Apeldoorn był naszym następnym przystankiem i nie był daleko od Anko. Graliśmy tam już dwa razy i było to dobre miejsce na koncert w ciągu tygodnia. Ale coś było nie tak z właścicielem. Czy on nie pamiętał, kim jesteśmy? Pierwszą dziwną rzeczą było to, że dżwiękowiec chciał, żebym położył Fender Vibroluxe na krześle. To zły pomysł, ponieważ ten skurwiel jest GŁOŚNY o czym mu powiedziałem. Nie ma głośności głównej, więc tak naprawdę wszystko, co robi regulacja głośności, to wzmocnienie. Zwykle kładę go za drugim wzmacniaczem i wynoszę się stamtąd. Więc położyłem go na krześle, tak jak chciał, zagrałem około trzech dźwięków, a on na mnie nawrzeszczał, żebym go ściszył! Oczywiście, że było za głośno, durniu! Ustawiłem go jak zwykle i było w porządku. Nie było tam zbyt wielu ludzi, ale 80% z nich miało na sobie koszulki Dudley Taft. Byli gotowi na nasz koncert i znali nasze piosenki. Ale właściciel wydawał się bardzo zdenerwowany tym, jak głośno byliśmy. Przeszedł przez tłum, ale nikt nie narzekał. Po naszym pierwszym secie zauważyliśmy, że wstrętne białe lampy LED nie zostały wyłączone - dziwne, ponieważ mieli tam fajne oświetlenie, a diody LED zepsuły efekt. Tak więc, zanim rozpoczęliśmy nasz drugi set, poprosiliśmy dźwiękowca, który pracował nad światłami, aby je wyłączył. Powiedział, że nie ma nad nimi kontroli, więc Kasey odłączył jeden z nich, a ja już miałem to zrobić po mojej stronie, kiedy stary koleś właściciel zaczął krzyczeć na nas, żebyśmy je włączyli! Kasey postąpił zgodnie z instrukcją, a właściciel wziął kij od miotły i skierował światło w stronę tylnej ściany, co było tylko nieznacznie lepsze. Publiczność czuła się niekomfortowo z tą konfrontacją, podobnie jak my. Gdyby było tam mniej osób, mógłbym powiedzieć „pieprzyć to” i odejść, ale byli tam, aby nas zobaczyć, więc się nie poddaliśmy. Po skończeniu naszej ostatniej piosenki tłum klaskał i krzyczał na bis (zdarza się na każdym koncercie), ale pan Dupek właściciel, natychmiast włączył muzykę house. Co za kutas. Nasi fani byli rozczarowani. Co za pech. Czułem, że powinienem się z nim skonfrontować, ale naprawdę wierzę, że takich sytuacji należy unikać. Dwa powody: jeden; to złe wykorzystanie energii i niczego się tym nie osiągnie i dwa; nie chcę być zespołem znanym z narzekania i rozpoczynania kłótni. Jak można sobie wyobrazić, natychmiast się zapakowaliśmy i stamtąd wyszliśmy. Nigdy więcej nie zagram w tym miejscu! 

Naprawdę nie mogłem się doczekać piątkowego programu w Metropool w Hengelo. To miłe, duże miejsce i pewnego rodzaju osiągnięcie dla nas. Mieliśmy 60-minutowy koncert przed King of the World, bardzo popularnym holenderskim zespołem bluesowym. Całe miejsce było dobrze zarządzane i całkowicie profesjonalne. Zagraliśmy nasze najlepsze dwanaście piosenek, które moim skromnym zdaniem, zmiażdżyliśmy. Byli tam nasi wytrwali gospodarze Anko i Helga, a także nasz dobry przyjaciel Nineke Lodeman z Dutch Blues Magazine. Myślę, że zespół staje się lepszy z każdą trasą i chciałem się nim pochwalić! 

Rocking the blues w Metropool w Hengelo w Holandii 

Sobotni koncert odbył się w Melle - małym miasteczku pomiędzy Dusseldorfem, a Hanowerem. Była to jedna z tych knajp, w których kiedyś mogła być czyjaś stodoła. Miała dwa piętra i mały bar. Podobnie jak nasz występ w Wetter, mieliśmy pewną bazę subskrybentów i świetną frekwencję, w tym naszego wspaniałego przyjacieal Marco Zwillicha, który widział nas już około sześć razy. Jeśli czytasz tego bloga, możesz go znać! Dźwiękowiec nagrywał nas na wielu ścieżkach i podobno nam je wyśle, zawsze nagrywamy też wideo, abyśmy mogli opublikować kilka wysokiej jakości utworów audio na YouTube. (Aktualizacja: mamy kilka filmów i pracujemy nad uzyskaniem wielościeżkowego nagrania z koncertu, abym mógł je zmiksować.) 

Po występie w Melle w Niemczech z Marco Zwillich 

Mieliśmy wolną niedzielę i poniedziałek, więc pomyślałem, że fajnie byłoby spędzić te dni w Amsterdamie, zwłaszcza że Darby nigdy tam nie był. Mieszkaliśmy w centrum w Radisson BLU, a nasza furgonetka ledwo zmieściła się w ich garażu! Hahahaha. Świetnie się bawiliśmy spędzając czas w kawiarniach na świeżym powietrzu, zwiedzając Rijksmuseum i jedząc pyszne posiłki. Darby i Kasey postanowili zaliczyć huśtawkę „Sensational Swing” na szczycie budynku z widokiem na dworzec kolejowy w Amsterdamie. 

Widok z Sensational Swing w Amsterdamie 

Przygotowując się na Amsterdamage 

Naszym następnym przystankiem był Oberhausen, gdzie znajduje się klub o nazwie Gdanska prowadzony przez Polaka. (Wydaje się, że Polska nas śledzi!) Graliśmy tam 18 miesięcy temu i cieszyliśmy się, że wróciliśmy - to przyzwoite miejsce na występ we wtorek. Ma dziwny wystrój i spaliśmy na górze, czego zwykle nie robię, ale pokoje były ładne. 

Przed koncertem w klubie Gdanska w Oberhausen w Niemczech 

Z Oberhausen odbylismy krótką przejażdżkę do Frankfurtu, gdzie zostaliśmy na następne dwie noce. Wyskoczyłem do naprawdę fajnego hotelu (Jumeirah), ponieważ moja żona Michelle miała do nas dołączyć następnego dnia. Przyleciała do Frankfurtu i po krótkiej drzemce wszyscy poszliśmy na elegancką kolację w pobliżu! Frankfurt wygląda zupełnie inaczej niż inne niemieckie miasta, które odwiedziłem. Są tam znacznie wyższe budynki i mnóstwo Amerykanów! Hahaha ... Poprzedniej nocy jedliśmy świetne indyjskie jedzenie i wydaje się, że wszędzie jest wiele doskonałych restauracji. Nasz hotel był tak przyjemny, że spędziliśmy tam większość czasu! 

Zostały nam tylko dwa koncerty, a występ w piątkowy wieczór był niedaleko Frankfurtu, jednak aby dotrzeć na ostatni koncert w Austrii potrzebowaliśmy około sześciu godzin jazdy - naprawdę na granicy tego, co jestem gotów zrobić w dniu występu (cóż, ponieważ tylko ja prowadzę, z wyboru). Udaliśmy się do małego miasteczka o nazwie Reichenbach an der Fils, w którym graliśmy już trzy razy. Jest trochę na uboczu, a fani podróżują ze wszystkich stron, aby się tam dostać. Po tylu latach koncertowania rozpoznałem kilka twarzy! Lokal nazywa się Die Halle (hala) i znajduje się na szczycie wzgórza. Parking jest tam okropny i nie mam pojęcia, jak udaje im się poradzić z ponad 100 osobami! 

Nasi dobrzy przyjaciele w Reichenbach! 

Michelle była teraz z nami, więc bardzo pomogła nam przy sprzedaży! Ponadto dbała o to, aby za każdym razem, gdy zjeżdżamy na stację benzynową, wyrzucić wszystkie śmieci! Hahaha, Darby miał dość już dość sporą kupkę na tylnym siedzeniu! 

Bawiliśmy się świetnie na koncercie, a na tym etapie trasy zespół działał już jak dobrze naoliwiona maszyna! Zwykle tak się właśnie dzieje; gramy najlepiej tuż przed końcem trasy, hahaha. 

Kolejny dzień był interesujący, ale pełen problemów! Poświęcę jednak chwilę i opowiem Wam, że podczas tej trasy zepsuło się sporo rzeczy. Znacznie więcej niż w czasie poprzednich. Prawie nazwałem ten wpis „Zepsutą Trasą”, ale byłoby to mylące - trasa była świetna! Mamy specjalny zestaw, który nazywam zestawem „na ratunek koncertowi ” z dodatkowymi częściami, narzędziami i taśmą. Pierwszą rzeczą, która się popsuła był mój pedał opóźnienia; zaczął wydawać dziwny cyfrowy szum. Potem uchwyt na pasek Kasey’go zerwał się, kiedy graliśmy! Śruba po prostu się poddała i opuściła tubę basową. W końcu naprawiliśmy to za pomocą kleju. Uwaga do siebie: dodaj klej do zestawu. Potem efekt wah-wah Kasey’go (bardzo ważny dla mocnych dźwięków podczas jego solo na basie) po prostu padł. Mój stary wzmacniacz Fender wysadził przewód, zanim wyszedłem na scenę z Manu (dlatego podał mi swoją gitarę w powyższym klipie). Ale jakoś (!) wcześniej wpadłem na pomysł, że dobrze byłoby zdobyć dodatkowy przewód i bezpieczniki, tak na wszelki wypadek, a więc mogłem naprawić wzmacniacz i kontynuować grę. Poza tym, kiedy byliśmy w Kolonii, ćwiczyłem jogę, zdjąłem okulary i głupio położyłem je na podłodze, gdzie nadepnąłem na nie i złamałem ramę. Przypuszczam, że miałem szczęście, że znalazłem optyka, który umieścił te soczewki w innej oprawie, która nie wyglądała tak źle. I zajęło to tylko godzinę! 

Wydawało mi się, że nasz ostatni występ miał być w niedzielę i dopiero gdy mój dobry przyjaciel z Austrii (dziękuję Peter Prammerdorfer) przesłał mi wiadomość w sobotni poranek, zdałem sobie sprawę, że nasz koncert był TEJ nocy, a nie w niedzielę. Musiałem więc zebrać gromadę, aby się stamtąd wydostać i wyruszyć w drogę, abyśmy mogli na spokojnie zagrać gig! 

Cóż, van miał inny pomysł i zdecydował się paść na autostradzie - i to na lewym pasie. Nie było tam pobocza, więc musiałem bardzo szybko skręcić w prawo bez mocy silnika, kierując się w górę. Poszczęściło nam się, bo jeden z tych wielkich pomarańczowych pojazdów z migającymi światłami, których używają do holowania samochodów, był tuż za nami, zatrzymali się i zmienili kierunek ruchu! Jeden z jego pasażerów podszedł do naszego okna i zaczał mówić do nas po niemiecku, a że nie mówił po angielsku, na ratunek przyszedł Google Translate! "Służby ratunkowe?" powiedział ekran! „Ja, gut!” tak ja odpowiedziałem. 

Oto jak dużo sprawniej załatwia się takie sprawy tutaj niż gdziekolwiek w USA: w ciągu 15 minut był tam facet z platformą. Podłączył furgonetkę i zawiózł nas wszystkich do salonu Forda. 30 minut później: mechanicy rozpoczęli pracę nad diagnozą. Przeszliśmy kilkaset metrów, żeby zdobyć jedzenie. 1:10: przedstawiciel handlowy zadzwonił i powiedział, że wtryskiwacz paliwa się przypiekł (i to w nowym vanie!) i nie można go szybko naprawić. Wróciłem do warsztatu. 1:25: Właścicielami salonu byli mąż i żona. Żona zadzwoniła do agencji wynajmu, wyjaśniła nasz problem (w tym niewygodny fakt, że zajmujemy większość miejsc, a oni wrócili do Holandii) i wezwała syna, aby przyjechał po mnie i zabrał mnie do agencji Hertz w pobliskim lotnisku w Stuttgarcie. 1:50: ja i syn wyjeżdżamy na lotnisko. 2:20: jestem w nowo wynajętej furgonetce i wracam do salonu. 2:55: rozładowujemy zepsutą furgonetkę i załadowujemy nową. 3:15 wróciliśmy na drogę! Jechałem jak szaleniec przez 5 1/2 godziny, iiiiii... zdążyliśmy koncert! Cóż, musieliśmy udac się BEZPOŚREDNIO do lokalu i ustawić sprzęt przed czekającym tłumem. Ale udało nam się i cieszę się, że tak zrobiliśmy, ponieważ niektórzy fani przyjechali tam z Wenecji, Włoch, a także ze Słowenii! 

Awaria vana i niemiecka wydajność! 

Następny dzień był świetny - mieliśmy cały dzień wolny, a pogoda w Velden w Austrii była idealna! To przyjemne ekskluzywne miasteczko wakacyjne położone nad jeziorem Worthersee. Naprawdę piękne! Wysadziłem Darby'ego na pobliskim lotnisku, gdzie złapał lot do domu i zaczęliśmy naszą podróż z powrotem, aby odwieźć cały sprzęt. Oczywiście pożegnaliśmy się ze wszystkimi i zjedliśmy wspaniały obiad w Kolonii z Reichensem i naszym przyjacielem pisarzem Vincentem Abbate. 

Od lewej: Kristin, Tarika, Nico, Kasey, Vincent, Ralf, Michelle 

A potem pożegnaliśmy Lammers! 

Od lewej: Helga, Michelle, Rens, Jenta, ja i Anko 

Do następnego razu ... (marzec 2020!) Do widzenia. Może zagramy blisko ciebie? TRASY KONCERTOWE POLSKA